Czy można oddzielić wiarę w Boga od religii ?
Inspiracja do refleksji
Od dłuższego czasu znajomi namawiali mnie, abym podzielił się na blogu moim „dealem” z Bogiem.
W istocie, mój „deal” z Bogiem to prosta umowa: ja co niedzielę uczestniczę we Mszy Świętej, a On, na końcu mojego życia, da mi szansę na pojednanie.
Wierzę, że taka „umowa” istnieje po obu stronach. Z drugiej strony, poświęcenie godziny tygodniowo na spotkanie z Bogiem w liturgii to niewielki wysiłek.
Na przestrzeni tych wielu lat, tym coniedzielnym mszom towarzyszyły różne przeżycia, zdarzenia i ludzie. Ci dalsi i ci, wówczas dla mnie, bardzo bliscy.
Na różnych kontynentach, w różnych krajach, w różnych kościołach chrześcijańskich. Od małych, tradycyjnych kościółków włoskich w okolicach Como czy na Sycylii, po strzeliste budynki katedr Buenos Aires, Paryża, Colombo, La Paz czy Florencji, a także zupełnie pozbawione przepychu salki modlitewne okolic Vancouver, Katmandu czy Soukouty.
Oczywiście nie podróżuję, aby zwiedzać kościoły. Po prostu, podróżując, pamiętam o mojej umowie z Bogiem i staram się jej przestrzegać w każdych okolicznościach.
Impuls, aby zacząć pisać
Jakiś czas temu wypełniałem wniosek wizowy. Kolejna podróż. W rubryce „religia” zaznaczyłem „Chrześcijaństwo”. To był oczywisty odruch. Oprócz klasycznych religii monoteistycznych, do wyboru w tej części wniosku wizowego była też rubryka „Inne”. Nie sprawdziłem, czy się rozwijała i do jakiego poziomu szczegółowości była ustawiona.
Czy jednak na pewno jestem chrześcijaninem? Czy jestem w pełni świadomym chrześcijaninem?
A może bliżej mi do rubryki „inne”? Wątpliwość ta otworzyła przestrzeń do głębszych rozważań nad moją duchowością.
Impuls, aby skończyć pisać
Byłem dzisiaj na Mszy Świętej w Funchal na Maderze. Kościół katedralny, skromny w swojej wielkości.
Msza odprawiana w języku portugalskim. Uczestniczyłem już w takich mszach w Brazylii czy Cape Verde. Każda była inna.
Mimo odrębności języka, bliskość zgromadzonych ludzi jest wyraźnie odczuwalna, nawet jeśli się jest samemu. Styl jednak europejski, bez latynoskiego czy afrykańskiego wigoru.
Brałem w przeszłości udział w takich liturgiach, gdzie liczba psów obecnych na mszy była prawie równa liczbie ludzi. Widziałem prawdziwą radość ludzi modlących się i biorących udział w przeżywaniu liturgii.
Dotykałem figurki Maryi w ciąży. Robiłem zdjęcia Czarnego Chrystusa. Odczuwałem wspólnotę modlitwy.
Ogromna ilość ujmujących zdarzeń, faktów i rzeczy, które były „przy okazji” realizacji mojego „dealu”.
Chrześcijanin?
Słowo „chrześcijanin” zostało trzy razy użyte w Nowym Testamencie (Dzieje Apostolskie 11:26; Dzieje Apostolskie 26:28; 1 List św. Piotra 4:16).
Uczniowie Jezusa Chrystusa po raz pierwszy zostali nazwani „chrześcijanami” w Antiochii (Dzieje Apostolskie 11:26), ponieważ ich zachowanie, działania i słowa przypominały Chrystusa.
Sformułowanie „chrześcijanie” zostało użyte przez ludzi z zewnątrz ich kręgu i miało wówczas znaczenie pejoratywne.
Słowo „chrześcijanin” ma swoje korzenie w starogreckim słowie „χριστιανός” (khristianos). Składa się ono ze słowa „Χριστός” (Christos), które oznacza „namaszczony” lub „Mesjasz”, oraz przyrostka „-ianos”, co wskazuje na przynależność lub związek. Innymi słowy, „chrześcijanin” oznacza „należący do Chrystusa” lub „naśladowca Chrystusa”.
Czyli określenie „chrześcijanin” oznacza przynależność do Chrystusa. To najistotniejsze w świadomej tożsamości każdego chrześcijanina. Oczywiście nie chodzi tu o „formalną” religijność, ale o to, że prędzej czy później uświadamiamy sobie, że bez Niego nic uczynić nie możemy, jak to zresztą sam powiedział. Tylko czy ja mam taką świadomą tożsamość?
W polskich przekładach sugeruje się czasami związek ze słowem „chrzest”, co błędnie przesłania dosłowne i pierwotne znaczenie oryginału.
Natomiast formalizuje przynależność – i w tym znaczeniu, jako osoba ochrzczona, jestem chrześcijaninem. Tożsamość chrześcijańska opiera się jednak na przynależności do Chrystusa, a nie tylko formalnej religijności.
Ważne jest, by pamiętać, że chrześcijaństwo to nie tylko kwestia tradycji, ale także decyzja o naśladowaniu nauk Jezusa.
Zrozumienie chrześcijaństwa nie polega jedynie na przestrzeganiu rytuałów, lecz na świadomej relacji z Bogiem.
Religia
Definicji religii jest niemal tyle, ile kierunków filozofii religii, nauk religiologicznych czy teorii wyjaśniających religię.
Coraz częściej dostrzega się, że żadna z nich nie jest na tyle ogólna, aby objąć swym zakresem wszystkie zjawiska uznawane za religijne.
Według Cycerona religia pochodzi od czasownika „relegere” (odczytać na nowo), określa religię jako pilne przestrzeganie tego, co ma związek z czcią bogów. Ludźmi religijnymi nazywa tych, którzy pilnie rozważyli i ponownie zebrali (relegerent) to, co dotyczy kultu bogów.
Laktancjusz słowo „religia” wywodzi z terminu „religare” (wiązać, spajać), rozumiejąc religię jako połączenie i związanie z Bogiem, związek moralny człowieka z Bogiem.
Św. Augustyn wyprowadza definicję religii od czasownika „religere”, co oznacza czynność ponownego wybierania: ponownie obieramy Boga jako naszego Pana.
J.M. Yinger uważa religię za system wierzeń i praktyk, za pomocą których grupa ludzi zmaga się z ostatecznymi problemami życia.
E. Durkheim określa religię jako jednolity system wierzeń i praktyk odnoszący się do rzeczy świętych, to znaczy wyłączonych, zakazanych, które zespalają w jedną wspólnotę moralną zwaną Kościołem tych wszystkich, którzy do niej należą.
Na postawione na wstępie pytanie należy dać zatem odpowiedź przeczącą.
Kościół a Bóg
Kościół jest zwykle pojęciem odnoszącym się do instytucji religijnej, zbudowanej na dogmatach, tradycjach, obrzędach i nauczaniu religijnym.
Może przybierać różne formy organizacyjne w zależności od religii, ale zazwyczaj pełni funkcje duchowe, społeczne i kulturowe, łącząc wierzących we wspólnotę i realizując rytuały.
Z drugiej strony, Bóg jest pojęciem teologicznym odnoszącym się do istoty transcendentnej, bytu najwyższego, stwórcy świata czy istoty, która jest obiektem wiary religijnej.
W większości religii Bóg jest źródłem prawdy, miłości, mądrości i moralności oraz jest obiektem oddania, modlitwy i duchowego wzrostu.
Oddzielenie Kościoła od Boga
Oddzielenie Kościoła od Boga jest zagadnieniem, które jest przedmiotem dyskusji i interpretacji w obrębie teologii, filozofii religii i szerzej – społeczeństwa.
Kościół i Bóg są powiązane, ale mają swoje odrębne znaczenia i istnieją w różnych płaszczyznach.
Istnieje perspektywa, która uznaje, że Kościół, jako instytucja ziemskiego, ludzkiego pochodzenia, może odchodzić od ideałów czy nauk Boga, co prowadzi do dyskrepancji między działaniami Kościoła a doktrynami religijnymi.
Może dochodzić do różnych interpretacji i manipulacji doktrynami w celach politycznych, społecznych czy ekonomicznych, co nie zawsze odzwierciedla idee Boga.
Z drugiej strony, wyznawcy wierzą, że Kościół jest reprezentantem Boga na ziemi i jest powołany do kierowania i interpretowania nauk Bożych.
W tej perspektywie oddzielenie Kościoła od Boga jest trudne lub niemożliwe, ponieważ Kościół jest uważany za narzędzie Boże, które kieruje ludźmi na drodze duchowej.
Jednakże, w społeczeństwie coraz częściej dochodzi do separacji tych dwóch pojęć. Ludzie wyrażający swoją duchowość często oddzielają ją od instytucji Kościoła, preferując osobistą relację z Bogiem poza strukturami kościelnymi.
Widzą Boga jako transcendentną, osobistą istotę, z którą mogą mieć bezpośredni kontakt, niekoniecznie poprzez pośrednictwo instytucji religijnej.
Choć Kościół i Bóg są ze sobą związane w kontekście religijnym, to ich oddzielenie jest możliwe w interpretacji duchowości i relacji jednostki z transcendencją.
Ludzie mogą oddzielić swoją wiarę i duchowość od struktur kościelnych, preferując bezpośrednią, osobistą relację z Bogiem, niezależnie od instytucji religijnych. Szczególnie, gdy Kościół jako instytucja oddala się od nauk Bożych.
Coraz więcej osób wybiera właśnie duchowość indywidualną, budując bezpośrednią relację z Bogiem bez pośrednictwa Kościoła.
Wspólnota liturgii na świecie
Każde uczestnictwo we Mszy Świętej, niezależnie od kraju czy języka, przynosiło mi inne doświadczenia.
To przede wszystkim unikalne poczucie wspólnoty, często ponad barierami językowymi czy kulturowymi.
Tego nie czuję w polskich kościołach parafialnych.
Natomiast ta wspólnota liturgii zaczyna mieć dla mnie coraz większe znaczenie w odkrywaniu własnej duchowości.
Mój „deal” z Bogiem
Najczęściej i najlepiej modlę się w górach. Tam rozmawiam z Bogiem.
Od kilku lat, przy mozolnych podejściach, odmawiam różaniec – moją mantrę bez paciorków.
W budynkach zwanych kościołami najczęściej uczestniczę w liturgii Mszy Świętej Kościoła rzymskokatolickiego.
Nie umiem tam się modlić – tam co najwyżej powtarzam formułki modlitewne albo milczę.
Jednak czasami, w trakcie liturgii, udaje mi się poczuć, iż dzieje się coś transcendentnego. To jest jednak wynik wspólnoty liturgii. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Msza na Wetlinie sprzed 40 lat jest we mnie, jako przeżycie duchowe, do dzisiaj.
Częściej jednak żałuję, iż „na mszę” nie wziąłem stoperów do uszu. Ach, te kazania! Rozumiem język kazania, a nie rozumiem jego treści. Wówczas przypominają mi się kazania w języku, którego nie znam, różne myśli i łatwiej mi wytrwać w moim „dealu” z Bogiem i nie wyjść z kościoła.
Oczywiście wierzyć można bez instytucji, bez dogmatów, bez rytuałów. Ale czy jest łatwiej?
Kościół może być pomocny – ale może być też przeszkodą. Bóg natomiast jest zawsze – czeka też na tych, którzy nie muszą mieć formalnych ram. W to wierzę.
Czy można oddzielić wiarę w Boga od religii?, 16 marca 2025r.
