Polinezja Francuska

Piękne rozczarowanie

Polinezja Francuska w powszechnej świadomości funkcjonuje jako ostateczny cel wielu podróżniczych marzeń. Lazurowa woda, palmy, izolacja, ucieczka od cywilizacji. Kiedy pojawiła się okazja, by dołączyć do ekipy i spędzić urlop, jako jeden z uczestników rejsu katamaranem po tamtejszych wyspach, podszedłem do tego z ciekawością, ale i z określonymi oczekiwaniami i wyobrażeniami. Miałem je od lat. Niemal od dzieciństwa. Rzeczywistość zweryfikowała je jednak bardzo szybko. Zamiast zachwytu, który rzekomo towarzyszy każdemu, kto tam dociera, poczułem coś zupełnie innego: chłodny dystans i głębokie rozczarowanie.

Zza burty katamaranu

Formuła podróży – bycie częścią załogi na wynajętym katamaranie – teoretycznie dawała najlepsze możliwe warunki do obcowania z tym miejscem. Przemieszczanie się między Tahiti, Uturoa, Huahine, Moorea, Maupiti a Bora-Bora z perspektywy oceanu pozwalało oglądać te wyspy bez filtrów biur podróży. I to właśnie ten brak filtrów okazał się kluczowy.

Szybko zorientowałem się, że ten rzekomy „raj” to w dużej mierze sprawnie działająca, skomercjalizowana machina. Mit o bezludnych, cichych lagunach pękł już w pierwszych dniach. Z pokładu katamaranu regularnie obserwowaliśmy turystyczny taśmociąg – ryczące silniki motorówek, masowe wycieczki zwożące ludzi na z góry zaplanowane, sztuczne atrakcje i tłok, który skutecznie zabijał jakikolwiek klimat.

Dodatkowo, zderzenie z lądem przynosiło kolejne rozczarowanie. Ceny podstawowych produktów czy usług były absurdalnie wysokie, skrojone wyłącznie pod najzamożniejszych turystów. Ta wszechobecna presja komercji sprawiała, że zamiast chłonąć otoczenie, człowiek na każdym kroku czuł się po prostu konsumentem, z którego próbuje się wyciągnąć jak najwięcej.

Podwodny cmentarz pod kilem

Jednak tym, co ostatecznie odebrało mi jakąkolwiek przestrzeń na zachwyt, było to, co zastaliśmy pod wodą. Jako uczestnicy rejsu mieliśmy możliwość wskakiwania do wody w miejscach teoretycznie najpiękniejszych, z dala od hotelowych pomostów. Obrazy z filmów przyrodniczych, obiecujące tętniące życiem, kolorowe ogrody koralowe, okazały się w wielu miejscach fikcją.

Zamiast feerii barw, pod kilem naszego katamaranu wielokrotnie widziałem poszarzałe, martwe wapienne szkielety. Zjawisko blaknięcia i umierania raf koralowych, wywołane ociepleniem oceanów i masową turystyką, jest tam widoczne jak na dłoni. To uderzający i przygnębiający widok: na powierzchni słońce i luksusowe jachty, a tuż pod nimi – cichy, ekologiczny dramat. Świadomość, że ten ekosystem jest w stanie głębokiego kryzysu, skutecznie gasiła radość z jakiegokolwiek snurkowania.

Dlaczego „piękne” rozczarowanie?

Skoro Polinezja Francuska nie wywołała we mnie zachwytu, dlaczego wciąż uważam tę podróż za „piękną”?

Piękno tego doświadczenia nie wynikało z uroku samego miejsca, ale z lekcji, jaką mi dało. Ten wyjazd brutalnie obnażył to, jak popkultura i media społecznościowe potrafią wykreować fałszywy mit. Zamiast idealnego raju, zobaczyłem miejsce zmęczone turystyką, niszczone przez zmiany klimatyczne i skrajnie skomercjalizowane.

Wróciłem z tego rejsu bez poczucia, że odwiedziłem najwspanialsze miejsce na Ziemi. Wróciłem bogatszy o świadomość, że najcenniejsze w podróżach bywa właśnie to zderzenie z prawdą. Polinezja Francuska mnie nie zachwyciła, ale zmusiła do refleksji nad tym, jak dziś konsumujemy świat – i to była największa wartość tych dwóch tygodni spędzonych na katamaranie.

Polinezja Francuska: Piękne rozczarowanie, 19 lipca 2026r.

 

 

piękne rozczarowanie

Podobne wpisy

  • Po co nam państwo? – wnioski z „koronawirusa”

    Wyparcie czy zaprzeczenie Lęk osobowy uruchamia mechanizm obronny. Podstawowymi mechanizmami obronnymi, których używamy, żeby ignorować rzeczywistość, są wyparcie i zaprzeczenie. Wyparcie to natychmiastowe usuwanie zagrażających myśli, wspomnień i uczuć. Dla odmiany, zaprzeczenie jest odmową dostrzegania rzeczywistości. Freud badał je w odniesieniu jednostkowym – ludzkim. Badał w odniesieniu do naszego zindywidualizowanego ego. Czy jednak podobne mechanizmy obronne towarzyszą społeczeństwu, a szczególnie tym grupom społecznym, które są predystynowane do aktywności twórczej, wyzwań…

  • Na szlak – z kulturą

    Idę w góry Majówka się rozkręca. Pogoda też. Część z nas spotka się w górach, na szlakach, a nie tylko przy grillu. To dobrze, że coraz częściej, i w coraz większej liczbie, „idziemy w góry”. Czy jednak „idąc w góry” pamiętamy, aby zabrać ze sobą zasady odpowiedniego zachowania? Swoisty górski savoir-vivre? Tak – istnieje coś takiego. Ja zaś nie zamierzam moralizować. Pewne zachowania należy bowiem nazywać po imieniu i piętnować. Sam, dużo i często chodzę po górach….

  • Aleksandra Mirosław – Sportowa Superstar

    Wyjątkowość Igrzysk Olimpijskich w Paryżu XXXIII Igrzyska Olimpijskie w Paryżu przechodzą do historii. Przemijanie życia. Teraźniejszość staje się przeszłością. Przyszłość teraźniejszością, a przeszłość wspomnieniem. Ceremonia Zamknięcia Igrzysk w Paryżu będzie zaś zaproszeniem do kolejnych Igrzysk – tym razem w Los Angeles. Oj będzie się działo. Uwielbiam Pieprzów i Californication. To były genialne Igrzyska Francuskich Sportowców, a w szczególności tych z dyscyplin zespołowych.   To były genialne Igrzyska Francuskich Sportowców,…

  • Samomotywacja

    Coś o samomotywacji. W czasie pandemii, gdy nie można było jeszcze wyjeżdżać, a już można było wyjść z domu np. do lasu wymyśliłem sobie projekt „Mt Everest w dolinie – 7 dniówka w cieniu Śnieżki”. Zasady dzienne były  takie: podejścia bez żadnego odpoczynku czy przystanku; łączny wzrost wysokości (wznios) w ciągu jednego dnia min. 1200m.: śr. długość dnia 20 km; 667 m.n.p.m. zawsze pkt startu; pierwsze podejście każdego dnia…

  • Gdzie jest Obajtek?

    Czerwcowy weekend w Bieszczadach Wróciłem właśnie z przedłużonego weekendu w Bieszczadach – 80 km i 4200 m wzniosu, z plecakiem w 3 dni – także w deszczu. Rzetelnie „pochodzone”. Notabene, te przedłużone weekendy to taka polska specjalność, tak jak delikatesy rybne czy mięsne. W Bieszczady wyznaczane Połoninami, Tarnicą czy Bukowym Berdem, a więc okolice Wetliny czy Ustrzyk Górnych wróciłem po wielu latach – ale o tym przy innej okazji. Pojechałem w te góry – połazić, a może…

  • April Fools’ Day

    Na Litwie i nie tylko, mają dzisiaj Dzień Kłamcy. Takie ich Prima Aprilis. 1 kwietnia można kłamać tyle, na ile pozwala wyobraźnia i nie otrzymać za to żadnej kary. W przeszłości uważano, że „jeśli nie oszukasz nikogo w tym dniu, będziesz miał pechowy rok”. To prawda. Z uśmiechem w tle, ale prawda. Inna prawda o „Kłamcy” wynika z logiki megarejskiej. Eubulides pytał o liczne racje, czyli sofistyczne sposoby rozumowania. Kłamca – bo tak nazwano jeden z sofizmatów…